Po zamieszczeniu przepisu na "Makaron w ziołach" ciekaw byłem, czy ktoś pokusi się o powtórzenie mojego wyczynu. Dostałem maila od jednego, niestety tylko, z kolegów. Nie mogę zdradzić, kto to był ze względu na ochronę danych osobowych. Kolega ów chwaląc generalnie przepis, uskarżał się na, jak to wyraził, zbyt małą zawartość białka zwierzęcego. Mam nadzieję, że tym razem sprostam jego podniebieniu, gdyż potrawa, którą chcę zaprezentować zawiera to pożądane białko zwierzęce. Zatem do dzieła!

Składniki, jakich będziemy potrzebować:

1. Mięso mielone, najlepiej z indyka, w ilości 0,5 kg. Może być prawdopodobnie i z innego zwierza, ale ja zawsze robię z indyka. Te, widoczne na zdjęciu, to wersja "do dań włoskich". Ma domieszane jakieś przyprawy.

2. Słoik sosu "do spaghetti bolonaise". Cała sztuka polega na tym, żeby nie wyważać otwartych drzwi, tylko zastosować gotowe "podzespoły" przygotowane przez fachowców. Mogę śmiało polecić sos firmy Knorr, ale tu wybór jest naprawdę duży.

3. Mieszanka warzyw mrożonych "paprykarz" lub "leczo". Może być cała paczka 0,5 kg lub mniej, jak kto lubi.

4. No i oczywiście makaron spaghetti.

Przygotowanie sosu:

W tej potrawie cała filozofia, to zrobienie sosu, a tu właściwie sos mamy prawie gotowy. Najpierw wrzucamy do garnka zamrożone warzywa i zaczynamy je podgrzewać, aż zmiękną i trochę się nagrzeją. Wówczas wlewamy zawartość słoika z sosem i mieszamy. Dalej podgrzewamy.
W międzyczasie podsmażamy na patelni mielonkę indyczą (czy tam jaką inną, jak kto woli).

Podczas smażenia mięso staramy się jak najbardziej rozdrobnić. Smażymy, żeby się ścięło.
Niekiedy mięso jest wystarczająco tłuste i nie trzeba dodawać oleju. Czasem jednak jest "suche" (akurat te, którego używałem) i trzeba uważać, żeby nie przypalić. Wówczas trzeba dodać trochę oleju. Po usmażeniu wrzucamy mięso do garnka, gdzie się powinna już lekko gotować mieszanka warzyw z sosem.
I to właściwie koniec robienia sosu. Niech się tam leciutko gotuje, a my w tym czasie ugotujemy makaron. Trzeba tylko pamiętać, żeby od czasu do czasu mieszać.

No i można zabierać się do jedzenia. Ta większa miska to syna, a mniejsza to moja, gdyż się odchudzam.

No i niech ktoś powie, że jest to skomplikowane.

Smacznego !